Bezpieczeństwo energetyczne kraju

Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego jest priorytetem polityki energetycznej państwa. Duża dynamika rozwoju gospodarki powoduje szybki wzrost zapotrzebowania na energię – o około 3 – 4 proc. rocznie. Eksperci szacują, że w 2030 roku polskie elektrownie powinny mieć łączną moc 55 000 MW. Dziś wynosi ona 35 000 MW, a znaczna część elektrowni jest przestarzała, skazana na wyłączenie lub głęboką modernizację. Szacuje się, że w najbliższych 20 latach inwestycje zapewniające bezpieczeństwo energetyczne kraju mogą kosztować nawet ponad 300 mld euro.

W latach 2013-2015 w Elektrowni Pątnów I przeprowadzona została gruntowna modernizacja dwóch bloków energetycznych o mocy 200 MW każdy. Po modernizacji ich moc wzrosła z 400 do 444 MW. Bloki 1 i 2 od początku 2016 roku pełną mocą zasilają Krajowy System Energetyczny. W przyszłości paliwem dla nich ma być węgiel brunatny z odkrywki Ościsłowo. Modernizacja dwóch jednostek prądotwórczych kosztowała inwestora 1,2 mld zł.

Dla Polski strategicznym surowcem przez najbliższych 50 lat, a według niektórych szacunków nawet 100 lat, nadal będzie węgiel. Ponad 90 proc. produkowanej dziś energii pochodzi właśnie z elektrowni węglowych, w tym prawie 40 proc. z elektrowni opalanych węglem brunatnym. To najtańszy obecnie surowiec energetyczny, którego pokłady w Polsce są jednymi z największych w Europie. Dla zaspokojenia potrzeb energetycznych kraju planuje się utrzymanie jego wydobycia na dotychczasowym poziomie.

To wymaga uruchamiania nowych, perspektywicznych złóż. Zwiększanie importu węgla, inwestowanie w kosztowniejsze źródła energii, w tym odnawialne źródła energii (OZE), spowoduje bardzo szybki wzrost cen energii elektrycznej i cieplnej.

Energia oparta na węglu brunatnym

Węgiel brunatny to nadal jedno z podstawowych i strategicznych paliw energetycznych

W Europie prawie 30 proc. ogółu energii powstaje w elektrowniach opalanych tym paliwem. Podobnie jest w Polsce – pięć elektrowni o mocy około 9000 MW opalanych węglem brunatnym rocznie produkuje ponad 50 TWh energii elektrycznej (około 25 proc. całej produkcji). Potrzeba na ten cel niemal 60 milionów ton surowca rocznie, co plasuje nas na ósmym miejscu na świecie pod względem jego wydobywania i na piątej pozycji w rankingu krajów, których energetyka jest oparta przede wszystkim na węglu brunatnym. To sporo, ale nasz zachodni sąsiad, pozyskuje około 175 – 180 mln ton węgla rocznie. To wystarczy na wyprodukowanie około 23,5 proc. ogółu niemieckiej energii. Co ciekawe, gospodarka niemiecka, w przeciwieństwie do lansowanych na świecie trendów, nie zamierza rezygnować z energii pozyskiwanej z węgla brunatnego, ale chce podwyższyć jego wydobycie na przestrzeni kolejnych 50 lat.

Polska eksploatuje jedynie niewielką część rodzimych pokładów węgla brunatnego

Aktualnie rozpoznano w naszym kraju ponad 150 złóż i obszarów węglonośnych, udokumentowano ponad 14 mld ton zasobów w złożach pewnych, ponad 60 mld ton w zasobach oszacowanych, a możliwość występowania w obszarach potencjalnie węglonośnych ocenia się na ponad 140 mld ton. To w sumie ponad 220 mld ton! Mimo posiadanych tak olbrzymich zasobów wykorzystujemy tylko 20 proc.  z nich. Stąd to takie ważne, aby poszerzać obszary wydobywcze w kraju.

Dlaczego powinniśmy inwestować w węgiel brunatny?

Węgiel brunatny jest jednym z najtańszych nośników energii. Szacuje się, że koszty wytworzenia energii elektrycznej z węgla brunatnego są około 20 proc. niższe niż z węgla kamiennego i około dwa razy niższe od energii z gazu czy energii wiatrowej. Nic więc dziwnego, że Międzynarodowa Agencja Energetyczna przewiduje, że przynajmniej do 2030 roku paliwa kopalne nadal będą zaspokajać potrzeby energetyczne świata. Warunkiem jest niezbyt drastyczne ograniczanie emisji dwutlenku węgla (CO2). Przyjęta przez Komisję Europejską dyrektywa dotycząca pakietu klimatycznego zawiera mapę drogową redukcji emisji CO2 o 80, a nawet 95 proc. do 2050 roku. Osiągnięcie tego celu byłoby bardzo kosztowne, zwłaszcza w Polsce, co bezpośrednio przełożyłoby się na wzrost kosztów wytwarzania i cenę energii.

Tymczasem różne statystyki podają, że kraje Unii Europejskiej łącznie emitują tylko 14 proc. CO2, a pozostała część pochodzi z krajów spoza Unii, które nie są objęte tą restrykcyjną dyrektywą.